EMT, czyli trening zarządzania błędami

Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę Rafała Żaka „Sztuka błądzenia”, która w erze maniakalnego dążenia do perfekcjonizmu i udowadniania przez firmy kolejnych sukcesów, była dla mnie orzeźwiającym głosem rozsądku.

W jednym z rozdziałów tej książki zapoznałam się z metodą rozwoju kompetencji EMT (Error Management Trainning) opracowaną w latach 90-tych przez M. Frese’a, która bazuje właśnie na wyciąganiu wniosków z niepowodzeń. „I na czy polega nowość?” – zaprotestowałby ktoś od razu. „Wiadomo przecież, że błędy zdarzają się w każdym procesie uczenia się!” To prawda. Ale o ile w każdym procesie uczenia się błędy występują jako niechętnie widziany przez uczącego się skutek treningu umiejętności, Michael Frese, w swoim podejściu, porażkę traktuje jako najistotniejszy element metody uczenia się. EMT w związku z tym idzie o krok dalej – tutaj w planowaniu rozwoju kompetencji specjalnie prowokuje się błędy, by później świadomie nimi zarządzać, gwarantując tym samym wysoką skuteczność uczenia się. Czyli popełnianie błędów jest kwintesencją metody, a nie niechcianym efektem żmudnego procesu nabywania umiejętności.

Aby prowokować popełnianie błędów, zadania, które stoją przed uczestnikami, są trudne. Nie ma również precyzyjnych instrukcji odnośnie ich realizacji. Zwykle podaje się jedynie ogólne ramy, w jakich mają się poruszać uczestnicy, jednocześnie zachęcając ich do próbowania, eksperymentowania i… popełniania błędów.

Aby metoda ta była rzeczywiście ucząca a nie fundująca uczestnikom EMT chwile wstydu i zażenowania w wyniku doświadczenia wielu porażek, trener zachęcający do takiej formy uczenia się, powinien zadbać o prawidłowy sposób jego przeprowadzenia. Zgodnie z opisem tego modelu, proces nabywania kompetencji przebiega w następujący sposób:

1. Przed treningiem EMT trener informuje uczestników, że celem tej metody uczenia się jest popełnianie błędów. Mówi, że pomyłka jest przepustką do kolejnego etapu rozwoju. Tym samym oswaja sytuacje popełniania błędów i zachęca uczestników do eksperymentowania.

2. Pojawienie się błędu jest przyjmowane z entuzjazmem i akceptacją zarówno przez trenera, jak i grupę. Żadna osoba, która w wyniku swojej odwagi i aktywności podczas realizacji zadań popełni jakiś błąd, nie czuje się gorsza od innych uczestników i nie jest przez nich oceniana. Wręcz przeciwnie – staje się bohaterem.

3. Każdy błąd, który wystąpi podczas treningu jest omawiany. Każdy z uczestników takiego treningu wie, że dzięki doświadczeniu niepowodzenia i przeanalizowaniu go, skutecznie uczy się nowej kompetencji. 

Brzmi ciekawie, ale od razu kusi pytanie: czy takie podejście naprawdę jest bardzie efektywne niż tradycyjne metody uczenia się? Na szczęście mamy na to twarde dowody w formie metanalizy, czyli zbioru wszystkich dostępnych badań w tym obszarze. Rafał Żak w swojej książce powołuje się na wyniki 24 eksperymentów, w których porównywano skuteczność uczenia się kompetencji informatycznych w oparciu o tradycyjne metody i EMT. Wyniki są następujące:

Efektywność szkoleń, rozumiana jako efekty treningu, była wyższa przy wykorzystaniu metody EMT. Rezultaty uczenia się były lepsze, a uczestnicy widzieli więcej korzyści wiążących się z udziałem w zajęciach.

EMT gwarantowała długoterminowość efektów szkolenia. Uczestnicy treningu opartego na świadomym popełnianiu błędów lepiej radzili sobie z daną czynnością po szkoleniu.

Metoda EMT gwarantowała również większą skuteczność w sytuacji, kiedy uczestnicy treningu napotykali  bardziej skomplikowane zadania związane ze szkoloną kompetencją. Ci, którzy uczyli się na błędach osiągali lepsze rezultaty w rozwiązywaniu trudności, niż uczestnicy tradycyjnych szkoleń.

Chciałoby się powiedzieć: same plusy! Ale co z naszą gotowością na to, aby w codziennej pracy ujawniać błędy i nie obawiać się ich konsekwencji w postaci opinii społecznej czy ewentualnej kary za ich popełnienie? Czy sami jesteśmy gotowi na to, by trzeźwo analizować porażki i wyciągać dobre wnioski? Czy na co dzień w pracy mamy partnerów, którzy są chętni do tego, aby włączyć się w ten proces? Czy rozwiązywanie problemów w organizacjach nie polega raczej na szukaniu winnego niż identyfikowaniu przyczyn błędów w procesie? Moje doświadczenia i obserwacje raczej skłaniają mnie do ostrożniejszej odpowiedzi: to nasz obszar rozwojowy, powinniśmy się tego uczyć.

Póki co, nasze podejście do niepowodzenia, błędu, porażki, przypomina taki obrazek: człowiek idzie ulicą, jest zima, a chodniki pokrywa lód. Nagle, z powodu poślizgu, traci równowagę i spada na tyłek. Co natychmiast robi? Patrzy spłoszony naokoło, czy ktoś to zauważył. Jeśli nie, oddycha z ulgą. Jeśli ktoś jednak był świadkiem jego upadku, podnosi się szybko i, pomimo bólu, udaje, że nic się nie stało i żwawym krokiem idzie dalej. A ja bym chciała, żeby było inaczej: żeby podniósł się, nie udając, że nic się stało. I żeby powiedział innym osobom, którzy są świadkiem tego wypadku: „Proszę uważać i najlepiej omijać to miejsce, ponieważ można naprawdę nieźle się poturbować”. I żeby nie uciekał z miejsca zdarzenia, tylko dodatkowo coś zrobił, na przykład zawiadomił administrację, by posypała chodnik piaskiem. 

Magdalena Czwojda.

EMT, czyli trening zarządzania błędami
5 (100%) - 2 ocen[a]

Powiązane posty

[contact-form-7 404 "Not Found"]